(77kB)

Pieluchy zagubione w tłumaczeniu

Portal tłumaczy > artykuły > Pieluchy zagubione w tłumaczeniu


Gazeta Wyborcza   Rafał Zasuń

Pieluchy zagubione w tłumaczeniu

Problem nie jest błahy. Sprawa ma potężny ciężar gatunkowy, który wyraża się w liczbach: codziennie ok. 800 tys. polskich niemowląt zużywa ok. 5 mln pieluch. Rocznie Polacy wydają na pieluchy ok. 1,5 mld zł. Być może już niedługo wydawać będą więcej. Pieluchy jako artykuł sanitarny obłożone są u nas niższą stawką podatku VAT. Ale zdaniem Komisji Europejskiej bezprawnie. We wtorek Komisja najpewniej postanowi wszcząć postępowanie w sprawie niższej stawki VAT na polskie, a także maltańskie, czeskie i portugalskie pieluchy.

Jakie towary mogą być objęte niższym VAT, a jakie nie - określa unijna VI Dyrektywa w załączniku H. Obniżoną stawką mają towary używane do "ochrony sanitarnej". To przekład z angielskiej wersji dyrektywy - "sanitary protection". Pielucha bez wątpienia służy celom sanitarnym i dlatego polski rząd zapowiada, że będzie jej bronił jak niepodległości. Nic dziwnego - podwyżka VAT z 7 do 22 proc. spowoduje nieuchronny wzrost cen. Za dużą paczkę pieluch dziś kosztującą ok. 45 zł możemy płacić o 3-4 zł więcej. Na naszą korzyść przemawia to, że tak jak my przełożyły dyrektywę wszystkie nowe kraje członkowskie, zapewne dlatego, że korzystały z angielskiego tłumaczenia.

Jednak po dokładnych oględzinach nad pieluchami unoszą się opary absurdu. Zaglądamy do francuskiej wersji dyrektywy. Cóż się okazuje? W załączniku H jest mowa tylko o produktach "higieny kobiecej". Podpaski zatem łapią się na niższą stawkę VAT, ale pieluchy - nie! Tak samo jest w przekładzie hiszpańskim, włoskim, portugalskim i niderlandzkim.

Nie zawodzą precyzyjni Niemcy. W ich wersji czytamy, że z niższej stawki VAT mogą korzystać jedynie artykuły "comiesięcznej higieny kobiecej" - tak aby żadna Niemka nie pomyślała o niższej stawce VAT na płatki kosmetyczne czy intymne dezodoranty.

Zgodnie z unijnymi przepisami wszystkie wersje dyrektywy są jednakowo autentyczne. Nie można twierdzić, że francuska jest dobra, a angielska zła.

Skąd się wziął fatalny błąd w tłumaczeniu? Zgodnie z duchem czasu najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest działanie układu producentów podpasek sprzymierzonego z wrogim dzieciom i pieluchom lobby feministycznym. Spisek mogłaby zapewne obnażyć komisja śledcza Sejmu, niestety zacofane unijne przepisy nie przewidują jej udziału.

Istnieje też inne rozwiązanie zagadki. W wersji angielskiej nie ma mowy o kobietach. Być może brytyjski tłumacz wzdragał się przed użyciem zwrotu "higiena kobieca" (nie wspominając o "miesięcznej"). Wyraz "kobieta" jeszcze na początku XX w. uchodził w angielskich wyższych sferach za nieprzyzwoity, a w szanujących się domach zasłaniano nogi pianina jako "sugestywne".

W ten sposób anonimowy na razie tłumacz ma szansę przejść do historii. Rozpętał spór, który pewnie trafi aż przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości.



Data publikacji: 09.04.2006, źródło: Gazeta Wyborcza
TEXTUM- Agencja Usług Językowych, e-mail: contact@textum.pl, tel: +48 12 358 30 85, +48 503 544 390,
Jeśli widzisz błąd na tej stronie, napisz do nas