(77kB)

Pirackie tłumaczenia napisów do filmów

Portal tłumaczy > artykuły > Pirackie Pearl Harbor


Tygodnik Powszechny Konrad Piskała

Pirackie Pearl Harbor 1/2

Zatrzymanie tłumaczy filmów dostępnych w internecie było prawdopodobnie pierwszą taką akcją na świecie

- To zwykłe złodziejstwo - tłumaczą legalni dystrybutorzy. - Nie złodziejstwo, a działalność społeczna - odpowiadają tłumacze.

Środa wieczór, 15 maja 2007. Sławomir Antoniak otrzymuje pierwszego esemesa: "Słyszałeś! Zamknęli chłopaków z napisów.org. Teraz czas na nas!". Policjanci zatrzymują sześć osób - administratora serwisu i tłumaczy.

Wybucha panika. Niektórzy zaczynają czyścić swoje twarde dyski, inni wyrzucają pirackie płyty. Część portali, jak kinomania.org, zawiesza działalność, inni z uporem funkcjonują dalej - jak hatak.pl. Najpierw jest chaos, potem przychodzi złość.

W kolejnych dniach hakerzy atakują stronę policji, pojawiają się apele o bojkot produktów Gutek Film, a skrzynki tłumaczy zasypywane są dziesiątkami listów z poparciem.

Nikt nam za to nie płacił

Sławomir Antoniak nigdy filmów nie tłumaczył. Jest tylko reprezentantem grupy kinomania.org. Siedzimy na ławce przed jednym z warszawskich centrów handlowych. Na pierwszy rzut oka widać, że nie ma dużo pieniędzy. Dżinsowe spodnie, zwykła tiszertka. Brak mu nowoczesnego, modnego lansu - ciemnych okularów, koszulki z postawionym kołnierzykiem. Po prostu zwykły chłopak.

Antoniak wyciąga z kieszeni garść listów.

"Jestem też kinomaniakiem - profesjonalistą. Sam robię filmy i uczę młodych, jak robić filmy. To co się stało, jest absurdalne, okrutne, jak coraz więcej spraw w naszym kraju. Korzystałem z waszej pracy i była ona wielokrotnie pomocna w mojej pracy ze studentami. Dziękuję (...) imię i nazwisko, operator filmowy, wykładowca szkoły filmowej"; "Czy nigdy już nie będzie można z waszego portalu pobierać napisów do filmów? Z wyrazami szacunku ksiądz imię i nazwisko"; "dwa lata temu mój umierający brat zażyczył sobie kilku koreańskich filmów. Przeczesałam Allegro, Merlina, Empik i co się tylko da, ale filmów nie było. Wreszcie ściągnęłam je przez internet. Dzięki wam dowiedział się, o co w tych filmach chodzi. Katarzyna".

- To listy tylko z jednego dnia. I co? Ci wszyscy ludzie akceptują piractwo? - pyta Antoniak. - Są źli, niemoralni i wszystkich należy skazać? To nieprawda. Mamy po prostu w tej materii niejasne prawo. Ale mamy też nadzieję, że sprawa nie przycichnie. Że wreszcie w Polsce ktoś zajmie się na poważnie prawem autorskim. Można ściągać, ale nie można udostępniać. A przecież ściągając przez programy wymiany plików, zarazem się udostępnia. A czy ludzie, którzy zalogowali się na nasz serwis, to już nasi znajomi, czy nie? Bo znamy się lepiej niż z innymi w realu. A jeśli nie, to kiedy zostaną naszymi bliskim znajomymi: po tygodniu, po miesiącu? Ilu może być tych znajomych: dziesięć?, sto?, tysiąc? Albo ścigajmy prawdziwych piratów, albo naprawmy prawo - żali się Antoniak.

Pierwsze portale z napisami do filmów powstawały około roku 1998. Wtedy rozpoczynał się boom na filmy w formacie divx, które można było odtwarzać na zwykłych komputerach. Równocześnie pojawił się też popyt na napisy. Większość filmów, do których robiono tłumaczenia, była nielegalnie ściągana z internetu.

- Aby stworzyć napis, trzeba mieć kopię filmu. Były ściągane w różny sposób. Najczęściej kopiowane z sieci - przyznaje mój rozmówca. - Potem któryś z tłumaczy, mamy u nas 16 osób, robił napisy. Zazwyczaj odsłuchując film. Jak miał wątpliwości, pytał przez forum. Następnie drugi z tłumaczy robił korektę. I umieszczaliśmy to w sieci. Za free, oczywiście.

Dlaczego ludzie szukają napisów? Większość prawdziwych miłośników kina nie znosi filmów z lektorem, gdyż zagłusza on dużą ilość dźwięków oryginalnych. Dźwięk jest zbyt ważną częścią filmu.

W piątek zawsze do kina

Krzysztof Żegliński z hatak.pl pracuje od 7.00 do 15.00 w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego. Reperuje podłogi w ekspresach. Trzeba podklejać, naciągać, często praca na kolanach. Potem do domu przed komputer lub telewizor. Kocha seriale. Wszystkie. Ogląda polskie, amerykańskie, włoskie. Skąd ta miłość? Nie wie, może chodzi o tę ciągłość, scenariusz, ciekawość, co się wydarzy w następnym odcinku. Ale w piątek zawsze idzie do kina, to jego ceremoniał.

- Legalnie - ironizuje Żegliński.

- My nie wyłączyliśmy serwisu. Zrobiliśmy głosowanie i większość nie chciała - mówi. - Odeszło od nas dwóch tłumaczy, a przyszło 20. Absolutnie nie czujemy się złodziejami. 99 proc. naszych seriali nie ma w telewizji i pewnie nigdy nie będzie. Ludzie ściągają sobie filmy, bo ile można czekać na serial. Na przykład "Gwiezdne Wrota". U nas leciały dwa sezony, a w USA 10 sezonów. To naturalne, że ktoś chce je obejrzeć w całości. Mamy 180 tys. wejść dziennie i złamanego grosza dochodu. Fakt, są banery reklamowe od grudnia 2006, i z tego wychodzi nam 600 zł zysku. Koszt utrzymania serwera 400 zł. Zostaje całe 200 zł. Z tego, co się uzbierało, kupiliśmy nowy serwer, a resztę przekazaliśmy na cele dobroczynne.

Nigdzie, nawet w USA, gdzie bardzo przestrzega się prawa autorskiego, nie było zatrzymań tłumaczy - mówi Żegliński. I dodaje: - Jesteśmy taką napisową wikipedią. Każdy może wejść, poczytać, coś zmienić.

1  NASTĘPNA STRONA >>

TEXTUM- Agencja Usług Językowych, e-mail: contact@textum.pl, tel: +48 12 358 30 85, +48 503 544 390,
Jeśli widzisz błąd na tej stronie, napisz do nas