Poprawimy tłumaczenie konstytucji UE
Gazeta Wyborcza rav
Poprawimy tłumaczenie konstytucji UE
Nie ponosimy odpowiedzialności za błędy w tłumaczeniu konstytucji europejskiej - twierdzi MSZ
Sejmowa komisja ds. Unii Europejskiej zajęła się wczoraj błędami w polskim tłumaczeniu traktatu konstytucyjnego. Sprawę wykrył i nagłośnił poseł PO Bronisław Komorowski, który twierdzi, że w tekście zatwierdzonym już przez Komisję Europejską jest ok. 200 błędów.
Według wiceministra spraw zagranicznych Jana Truszczyńskiego "mniejszych i większych" błędów i przeinaczeń jest w rzeczywistości 47. Wagę większości z nich Truszczyński bagatelizował. Ale - zaznaczył - siedem-osiem błędów może spowodować "negatywne skutki prawne".
Jak się okazuje, nie tylko my mamy problem z tłumaczeniem traktatu. Błędy znalazły się również w wersji włoskiej, niemieckiej, łotewskiej i greckiej.
Jak powstawał polski tekst? To efekt pracy tłumaczy oraz prawników - lingwistów zatrudnionych przez Sekretariat Generalny Rady Unii Europejskiej.
Za punkt wyjścia przyjęli oni wersję francuską - bo Konwent Europejski, który przygotował projekt traktatu, pracował w tym języku. Nie oznacza to jednak, że można teraz porównać polską i francuską wersję, i tylko na tej podstawie określać, co zostało błędnie przetłumaczone. Każda z wersji językowych (a jest ich 20, czyli tyle, ile oficjalnych języków w UE) jest bowiem równorzędna.
- Byliśmy konsultantem, a nie właścicielem tłumaczenia. Nasze uwagi były uwzględniane bądź odrzucane - tłumaczył Truszczyński. - Weryfikację tłumaczenia mogliśmy zacząć dopiero po ratyfikowaniu przez Polskę traktatu. Wychwycone przez nas błędy i propozycje korekty wrócą teraz do Sekretariatu Generalnego Rady UE. Zadbamy o to, by zostały uwzględnione.
Ostateczna wersja traktatu ma być gotowa za "parę miesięcy". Według Truszczyńskiego nie ma podstaw, by mówić o przełożeniu referendum konstytucyjnego.
Posłowie SLD podkreślali, że polityczne emocje narosłe wokół tłumaczenia okazały się nadmierne. - Nie ma co rozdzierać szat - skwitowała posłanka Sojuszu Grażyna Ciemniak.
Opozycja tym razem nie wykorzystała okazji do ataku na rząd. Tylko Aleksander Grad z PO próbował dowodzić, że sprawa nie jest tak błaha, jak przedstawia ją MSZ. Ale nawet nie wytrwał do końca posiedzenia.
Posłów nie zainteresowały również błędy w tłumaczeniach innych aktów prawnych Unii Europejskiej, o których niedawno pisała "Gazeta". A to one mogą przynieść dużo większe szkody, gdyż - w przeciwieństwie do unijnej konstytucji - firmy muszą uwzględniać rozmaite unijne rozporządzenia i przepisy wykonawcze.
Data publikacji: 22.01.2005,
źródło: Gazeta Wyborcza,