Tłumacze partacze

Portal tłumaczy > artykuły > Tłumacze partacze


Gazeta Wyborcza   Wojciech Orliński

Tłumacze partacze

Gdyby rzetelnie potraktować temat partaczenia tłumaczeń w polskich wersjach filmów, trzeba by temu poświęcić odrębny cykl artykułów w "Gazecie Telewizyjnej". Bezmiar tego tematu dotąd mnie do niego zniechęcał, ale nie wytrzymałem, gdy w ciągu jednego weekendu obejrzałem w telewizji dwie komedie: "Kariera frajera", a zaraz potem "Zagniewani młodociani".

Wygląda na to, że polscy dystrybutorzy uważają rymujący się tytuł co najmniej za jedną z pięciu najśmieszniejszych rzeczy na świecie. W skali świata są w tym przekonaniu odosobnieni. "Kariera frajera" to na przykład w oryginale "The Waterboy", "Zagniewani młodociani" to "High School High". Podobnie zresztą "Przeboje i podboje" to "High Fidelity", a "Technicy Magicy" to "IT Crowd". Aż dziw, że producenci tych filmów i seriali nie wpadli na genialny pomysł polskich dystrybutorów i nie wymyślili czegoś, co by się, ha ha ha, rymowało.

Zdarza się tak, że radosna inwencja jednego tłumacza zmusza następnego do kombinowania, bo tytuł jednego filmu nawiązuje do drugiego. Dawno, dawno temu, w pomrokach minionego ustroju, ktoś w przebłysku geniuszu wymyślił "Szklaną pułapkę". Zgoda, nie da się dosłownie przetłumaczyć "Die Hard" (gry słów odwołującej się do hasła "żyć ostro, umrzeć młodo", tyle że już z pominięciem życia i młodości), ale myślę, że tłumacz mógłby się bardziej przyłożyć ("try hard!"), bo zrujnował tym przekłady kolejnych części cyklu, z których każda odwoływała się do tej gry słów (np. oryginalny tytuł czwartej części to "Live Free or Die Hard", czyli "Żyj swobodnie albo umrzyj ostro").

Utrudnił też zadanie tłumaczowi parodystycznego filmu "Spy Hard", który wpuszczano na ekrany jako "Szklanką po łapkach". Głupie, ale przynajmniej nie jest to "Szklanką i skakanką po łapkach i klapkach", które niechybnie wypuściłby entuzjasta rymowanek odpowiedzialny za "Zagniewanych młodocianych". Problem był podobny - zaczęło się od tego, że oryginalny tytuł szkolnego dramatu "Dangerous Minds" jakiś geniusz przełożył na kiczowate "Młodzi gniewni".

A że chodzi o komedię - to musiało, po prostu musiało, się rymować, stąd "Zagniewani młodociani". Z podtytułem "...zero mózgu w bani". I wszyscy jesteśmy uchachani. Cóż, polscy tłumacze są wielce udani. Niczym balony panny Mani, co najmniej.

Film nie był aż tak beznadziejny jak jego polski tytuł, ale nie dziwię się ludziom, których plakaty z tą rymowanką odstraszyły od kas kinowych. Podobnie jak ludziom odstraszonym od "Przebojów i podbojów" (całkiem zgrabnej adaptacji powieści "High Fidelity", którą w Polsce wydano jako "Wierność w stereo" - aż zdumiewające, że wydawnictw Zysk i Spółka nie użyło żadnej rymowanki, przecież tyle jest rymów do słowa "wierność"...).

Zakończę to dwoma apelami. Do polskich dystrybutorów, żeby uświadomili sobie, że czerstwa rymowanka w tytule odstrasza widza, bo ten spodziewa się, że komedia będzie równie mało zabawna. I do widzów, żeby pamiętali, że praktycznie zawsze, gdy widzą na plakatach kolejną "Rymowankę czerstwą grzankę" , to z całą pewnością nie ma nic wspólnego z tytułem oryginału. I żeby dali szansę filmowi mimo radosnej twórczości tłumacza partacza.



Data publikacji: 03.08.2007, źródło: Gazeta Wyborcza,
TEXTUM- Agencja Usług Językowych, e-mail: contact@textum.pl, tel: +48 12 358 30 85, +48 503 544 390,
Jeśli widzisz błąd na tej stronie, napisz do nas