Stanisław Barańczak i poezja nonsensu
Tygodnik Powszechny Grzegorz Turnau
Stanisław Barańczak i poezja nonsensu 2/2
ciąg dalszy...
Nie mogę nie wspomnieć o uwielbianym przez Barańczaka Jeremim Przyborze, którego twórczość była oparta na klasycznym dla poezji nonsensu rymie żartotwórczym. To też charakterystyczna różnica między satyrykiem a nonsensistą: satyryk wymyśla żart i go rymuje dla hecy, nonsensista tworzy rym i puszcza wodze fantazji. Barańczak uczcił 88. urodziny pana Przybory serią brawurowych onanagramów, które opublikowała "Gazeta Wyborcza". Mówiono mi, że pan Przybora - a było to na trzy miesiące przed jego nagłym odejściem - uśmiechnął się i powiedział: "Jakie piękne pożegnanie"...
Autor antologii tłumaczy we wstępie, że nie zawiera ona wyłącznie wierszy reprezentujących czysty nonsens i nie rości sobie pretensji do jakiejkolwiek kompletności w prezentacji odmian poetyckiego komizmu w literaturze angielskiej i amerykańskiej:"wybrałem i przetłumaczyłem po prostu to, co wydawało mi się autentycznie zabawne". "Przetłumaczyłem po prostu" - już to brzmi zabawnie, biorąc pod uwagę fakt, że zbiór zawiera 333 utwory, od anonimów, przez Szekspira, Donnea, Herricka, Marvella, Carrolla, Belloca, Milnea, Nasha, Cummingsa, Audena, Larkina aż do Lennona i McCartneya.
I tu właśnie należy raz jeszcze (bo czyniono to już setki razy) wspomnieć o niebywałym słuchu muzycznym Barańczaka. Nie tylko o oczywistym w przypadku takiego wirtuoza i erudyty poczuciu rytmu, frazy, napięcia melodycznego, ale o wrodzonej muzykalności właśnie. Tłumaczenia "Maxwells Silver Hammer", "Rocky Racoon" i "When Im 64" dają się śpiewać bez przykrego wrażenia obcości językowej i kulturowej, bez rozczarowania, że "jednak po angielsku lepiej" itd. Odkrywamy te zakodowane w czaszce, klasyczne już piosenki na nowo; co więcej, zdajemy sobie sprawę, że są naprawdę kunsztowne i zabawne. To zresztą kropla w morzu dokonań Barańczaka w tej dziedzinie; przykładem piękna wersja "Der Lindenbaum" Wilhelma Muellera z muzyką Schuberta, przytoczona jako "zadanie dla tłumacza" w "Ocalonym...".
Żyjemy w czasach, kiedy można powtórzyć gorzkie pytanie Wiesława Dymnego: "Dlaczego albo jest idealizm, albo jest materializm, albo nie ma k... nic śmiesznego?!". "Fioletową krowę"po prostu trzeba kupić i trzymać w pomieszczeniu o stałej temperaturze i dobrej wentylacji. Nie wiadomo przecież, jakie czasy jeszcze nadejdą...
Jak to napisał Gelett Burgess w wierszyku, który antologii Barańczaka nadał tytuł?
Nie widziałem fioletowej krowy
I nie liczę na widok takowy,
Ale mogę już teraz dać słowo:
Wolę widzieć niż sam być takową.
Stanisław Barańczak, "Fioletowa krowa. Antologia angielskiej i amerykańskiej poezji niepoważnej", Kraków 2007, Wydawnictwo a5.
Data publikacji: 11.06.2007, źródło:
Tygodnik Powszechny
<< POPRZEDNIA STRONA 1 2