(77kB)

Tłumacze nie płaczą

Portal tłumaczy > artykuły > Tłumacze nie płaczą


Polska   Dorota Kowalska, Julia Lachowicz

Tłumacze nie płaczą 2/2

Podobna sytuacja zdarzyła się w latach 50. na Kongresie Młodzieży Socjalistycznej w Warszawie. Płomienną mowę wygłaszał Senegalczyk nie w języku francuskim, jak zapowiadał, a w ojczystym. Tłumaczkę przytkało, ale płynnie perorowała o sile przyjaźni senegalsko-radzieckiej. Bo o czym można było mówić na takim Kongresie? I niewiele się pomyliła. Najdziwniejsze zlecenie Agnieszka Nowińska dostała od pewnego Anglika. Sprawa była delikatna: zakochał się w Polce, mieszkali razem trzy lata w Londynie, ale "zapomniał" powiedzieć jej, że jest żonaty. Gdy dowiedziała się, spakowała walizkę, nie zostawiła adresu. Anglik chciał jej miłość odzyskać. Wymyślił, że pojedzie do Polski, do rodziców ukochanej i będzie ich przekonywał o sile swojego uczucia. Ubłaga,by dali mu namiary na córkę. - Zjawiliśmy się u nich bez zapowiedzi. Stałam pomiędzy rodzicami a Anglikiem i z kamienną twarzą tłumaczyłam te wszystkie zawiłości zdumionym ludziom - śmieje się Nowińska. Ale happy endu nie było.

To jest bardzo ważne w tej robocie - cokolwiek by się nie działo, należy zachować spokój i dystans. Jakoś sobie radzić. Było to zaraz po zamachach bombowych w Londynie, gdy Magda Fitas (34 lata, uważana za jedną z najlepszych w branży) siedziała w telewizji i tłumaczyła na żywo relacje zachodnich stacji. Wiadomo było, że prezydent Tony Blair opuścił szczyt G8, który odbywał się w Wielkiej Brytanii i lada moment zwoła konferencje prasową. Tylko kiedy - za kwadrans, a może za chwilę? Czekała cała w napięciu, czując też coraz większe parcie w pęcherzu. Musiała, po prostu musiała biec do ubikacji, ale przybytek był daleko, na drugim końcu korytarza. Niewiele myśląc, wzięła kubek po kawie i… Wiele niebezpieczeństw czyha też na tłumacza na imprezach - bankiety, rauty, przyjęcia dyplomatyczne. Trzeba wiedzieć, jak się ubrać, jak zachować, aby nie wyróżniać się z otoczenia, a jednocześnie być w każdej chwili gotowym do akcji. Umieć obliczyć w nanosekundach: zdąży się wziąć ziemniaka, pogryźć go i połknąć, czy nie zdąży. Buczyński tłumaczył kiedyś podczas kolacji Aleksandra Kwaśniewskiego z greckim ministrem sportu. Nie miał czasu wziąć kęsa z talerza. Kiedy kelner sprzątał ze stołu, nie krył zdziwienia: "Ministrom smakowało, a panu nie? Ależ pan wybredny!". Magda Fitas podczas tłumaczeń przy stole cieszy się, kiedy jest zupa. Nie trzeba jej gryźć. Są jednak sytuacje, gdy profesjonalny pancerz pęka. Magda Fitas przyznaje: popłakała się w pracy. W Międzynarodowym Trybunale Karnym w Hadze tłumaczyła zeznania Sudanki, ofiary ludobójstwa. Wychudzona, z cierpieniem na twarzy opowiadała, jak partyzanci wymordowali jej całą rodzinę.

U jak uzależnienia

Tłumacze piją. W każdym razie wielu. Niektórzy przed, niektórzy po tłumaczeniach. Pierwsi, żeby dodać sobie animuszu, drudzy, by odreagować stres. - Nadużywanie alkoholu to częsty problem wśród tłumaczy - przyznaje Andrzej Hildebrandt (mówi, że sam woli odstresowywać się szermierką). W środowisku krążą takie historie jak ta o etatowej tłumaczce Józefa Cyrankiewicza, premiera PRL (od początku lat 50. do 1970 roku), która zanim ruszyła do akcji, zawsze pociągała kilka łyków z noszonej w torebce piersiówki. Jeden z właścicieli firm zatrudniających tłumaczy wspomina, że kiedyś dostał od klienta alarmujący telefon: zamówieni tłumacze nie dotarli na konferencję.

Wysłał tam zastępstwo, a sam ruszył na poszukiwanie swoich ludzi. Znalazł: w pokoju hotelowym, zalanych w trupa. Inny z jego podwładnych wyruszył na obsługę sympozjum do Zakopanego. Kiedy się tam nie pojawił, a żona uparcie twierdziła, że wyjechał z domu, zgłosili zaginięcie na policji. Człowiek znalazł się po tygodniu, na ławce przed swoim domem. Twierdził, że nic nie pamięta. - Ale przysięgam, nie wszyscy pijemy - śmieje się Agnieszka Nowińska. Ona, kiedy czuje, że zżera ją stres, sprząta mieszkanie albo zajada się figami, orzechami, czekloladą. No dobrze, to też uzależnienie.

Z jak zasady (do łamania)

Tłumacz to człowiek cień - nie ma prawa rzucać się w oczy. Dla uczestników spotkania powinien być niezauważalny, inaczej jest złym tłumaczem. Nie ma też prawa cenzurować czyichś słów ani emocji, nawet jeśli uważa, że wypowiedzi jego klienta są niegrzeczne albo wręcz głupie. - Każdy ma prawo do tego, aby jego słowa zostały przełożone tak, jak je wypowiedział. To, że jest nieuprzejmy? Nieprzyjemny? Zły? Może taki właśnie chce być - komentuje Magda Fitas. I dodaje, że kolejna żelazna zasada jej pracy to "żadnych nazwisk, dat, szczegółów". Tłumacz jest jak ksiądz związany tajemnicą spowiedzi. Wychodzi z tłumaczenia i zapomina, na jaki temat toczyły się rozmowy. I nigdy nie upiększa. Inna sprawa, że upiększanie rzeczywistości w dobie, gdy co drugi Polak zna angielski, byłoby nieco ryzykowne. Ale zdarzają się sytuacje, że tłumacz przestaje być człowiekiem widmem i przejmuje rolę mediatora. Buczyński pod koniec lat 80. tłumaczył negocjacje między jednym z polskich ministerstw a amerykańskim partnerem. W grę wchodził milionowy kontrakt. Niestety wszystko szło źle i zerwanie rozmów wisiało na włosku. - W pewnej chwili stałem się moderatorem tego spotkania - opowiada. Uśmiechał się, łagodził wypowiedzi, starał się tchnąć trochę życzliwości w to spotkanie.Udało się. Dzięki niemuoraz temu,że strony jednak chciały się dogadać. Bo nie zawsze tak bywa. Kiedy Paweł Cichawa tłumaczył rozmowy polskiego Ministerstwa Gospodarki z angielskim partnerem, który chciał inwestować w polskich kopalniach, nic się nie dało zrobić. Atmosfera była lodowata, a nasi nadęci. Cichawa nie wytrzymał. "Jeśli pan minister nie wyśle choćby małego sygnału, że nam też zależy, oni zerwą negocjacje" - szepnął politykowi. A minister do Anglików: "Jesteśmy rządem katolickim, ja wam mogę, co najwyżej błogosławieństwa udzielić". Jak powiedział, tak zrobił, rysując w powietrzu znak krzyża. Anglicy wyszli z sali. Cichawa też, zgrzytając zębami. Nie rozpłakał się, jak jego koleżanka po fiasku tłumaczonych negocjacji. Bo to robota dla twardzieli o nerwach ze stali.

Data publikacji: 23.11.2007, źródło: Polska

<< POPRZEDNIA STRONA 1 2

TEXTUM- Agencja Usług Językowych, e-mail: contact@textum.pl, tel: +48 12 358 30 85, +48 503 544 390,
Jeśli widzisz błąd na tej stronie, napisz do nas